09.06.2010 | Dlaczego LARSON?
Gary Larson uczy i bawi kolejne pokolenia studentów przyjeżdżających do Wielkiej Brytanii właśnie po to by doskonale opanować angielski i otrzymać odpowiednie certyfikaty potwierdzające jego znajomość.
Ludzie inwestujący każdego funta w popołudniowe kursy, po pracy i po szkole, chcą spotykać się i rozmawiać w języku obcym o zaskakujących doświadczeniach na styku dwóch kultur tj. ojczystej i miejscowej, lub po prostu o sytuacjach życia codziennego. Częścią tych rozmów są opowiadane żarty min. te rysunkowe np. Garego Larsona. Choć sam autor nie ma bezpośrednio zbyt wiele wspólnego z nauczaniem języka angielskiego, część jego rysunków dotyczy zabawnych sytuacji z językiem angielskim związanych.
Anglojęzyczna ośmiornica z tytułem profesorskim wychodzi na mównicę by rozpocząć wykład lub mowę skierowaną do siedzącego w auli tłumu ośmiornic. Nagle odkrywa, że nie potrafi powitać tłumu per „koleżanki ośmiornice”, gdyż w języku angielskim poprawna forma liczby mnogiej od „octopus” („octopi”???! a może: „octopuses”???! ) nie jest tym, czym ośmiornice nawet bardzo dobrze wykształcone zawracają sobie na co dzień głowę. Podobnie jak większość ludzi posługujących się językiem angielskim.
Inny rysunek Garego przedstawia Tarzana sprawnie przeskakujacego z liany na lianę w drodze na randkę do swojej przyszłej narzeczonej. Podróż przez dżunglę wśród drzew nie stanowi dla niego żadnego problemu, ogromnym wyzwaniem jest za to tekst powitalny jaki sobie przygotował. Ćwicząc z zapałem swą elokwencję kolejno przerabia: ” Niech mi się będzie wolno przedstawić!” albo „Pozwoli pani, że się przedstawię”. Idzie mu to całkiem sprawnie do momentu gdy nagle kolejna liana doprowadza go bezpośrednio na taras prymitywnego, zawieszonego na drzewie domku Jane. Widząc dziewczynę, uradowany wykrzykuje: ”Ja być Tarzan!!! Ty być Jane!!! ...Cholera!”.
Kolejnym „językowym” żartem Garego Larsona jest sytuacja, w której do studia telewizyjnego przyprowadzono psa, rzekomo mówiącego ludzkim głosem. Telewizyjnym specom ten przypadek wydaje sie jednak mało nadzwyczajny. W pogoni za megasensacją próbuja oni wyprodukować coś hipersensacyjnego i zza kamer podsuwają zaskoczonemu psu kartkę z niby cwanym tekstem. Pies, który nie wydał z siebie jeszcze ani słowa ma powiedzieć do dziennikarza coś w rodzaju: „Sie mówi już od jakiegoś czasu, no nie Jim?”




