BLOG

25.06.2010 | Jak miło!

Dostaliśmy telefon od naszego dostawcy i opiekuna platformy z pytaniem, jak nam się powodzi. Sprawy techniczne rozwiązujemy na bieżąco i oczywiście zdalnie z odległości kilkuset kilometrów.

Tym razem sam właściciel, pan Wojciech, zadowolony faktem, że w ogóle nie zgłaszamy im żadnych problemów, poprosił o ogólne wrażenia z prowadzenia całkiem innowacyjnego biznesu. Coż, pisząc bloga o firmie mamy pewne dylematy, czy niektóre rzeczy opisywać.

Nie możemy za bardzo pisać o naszych klientach korporacyjnych, np. w formie: „dynamicznie rozwijająca się i wchodząca na rynki zagraniczne firma taka a taka podpisała z nami kontrakt na nauczanie języka angielskiego i od tej pory wszyscy inżynierowie przystąpią do mozolnego zdobywania podstawowych umiejętności mówienia, czytania i pisania w języku obcym, by móc kontaktować się ze swoimi klientami. Pozostałe działy produkcji będą zdobywać kwalifikacje językowe na poziomie bardziej zaawansowanym.”
Przede wszystkim opisana w ten sposób firma może sobie nie życzyć takiego rujnowania, z trudem wypracowanego przez lata, wizerunku w którym nie ma miejsca na inne określenia oprócz „the best”. Akurat wszystkie firmy z którymi aktualnie współpracujemy, niczego nie udają, stawiając na otwartość i szczerość w kreowaniu swojego marketingowego oblicza. Musimy być jednak, mimo wszystko, taktowni.

O klientach indywidualnych też czasami nie wypada pisać w żaden sposób. Jeden z nich wymaga od nas naprawdę o wiele większego i zdecydowanie cierpliwego zaangażowania. Bardzo nam on jednak imponuje swoją pracowitością, wytrwałością i bardzo silną motywacją, pomagającą mu mimo wszystko w zdobywaniu umiejętności językowych, a jego błyskawiczna kariera zawodowa od powiedzmy robotnika do inżyniera politechniki i unikalnego specjalisty w swojej dziedzinie, który zamienił młotek na laptopa, robi naprawdę wrażenie. Znowu, nie specjalnie chcielibyśmy go stawiać w świetle początkującego pupila bo jego klienci indywidualni i instytucje zlecające mu usługi mogą sobie z naszego wpisu wyciągnąć fałszywe i niezbyt wygodne dla niego wnioski.
Obserwujemy, jak niektóre szkoły językowe budują swój wizerunek, przenosząc się adresem z małych miejscowości w centra wielkich miast a najlepiej do Warszawy. Niektóre w ogóle ukrywają swe adresy nie zdradzając w internetowym kontakcie, że to jednak Tarnów, Zamość czy Rzeszów. Łatwo posługiwać się na prowincji warszawskim numerem kierunkowym wykupując internetowe usługi VOIP.
Znamy też przykład gdy człowiek uczący języka, w wielkim mieście, głównie w firmach, założył spółkę bo spółka lepiej w ofercie wygląda, niż indywidualna działalność gospodarcza. Najciekawsze było jednak to jak jedna ze szkół językowych ucząca wyłącznie przez SKYPA podała kiedyś swą aktualną liczbę studentów na około 3000 tys. Przez grzeczność nie wypadało nie uwierzyć. 

Nasz Pan Wojciech otoczony wianuszkiem superpłatnych programistów w siedzibie pięknego parku technologicznego najlepiej rozwijającego się miasta w Polsce i z ogromną listą kontaktów za granicą też mógłby sobie codziennie kazać „prezesować” zarówno do lustra jak i do słuchawki telefonu. Szukając dostawców platformy dla naszej szkoły tego typu hermetyczne firmy-twierdze, z zarządami i prezesami, często próbowały rzucać nas dyletantów na kolana już na samym wejściu.

Firma pana Wojciecha stworzyła na zewnątrz bardzo przyjazny wizerunek pisząc blogi, zamieszczając relacje z turniejów badmintona i zachęcając pracowników do pisania informatycznych fraszek. Nakręcili też profesjonalnie, ciekawe filmy promocyjne, w których zamiast wynajętych lektorów wszyscy łącznie z szefem wypowiadają się po angielsku.

Same kontakty z programistami wymagają szczególnej dawki cierpliwości po obu stronach. Gdy przydzielono nam pana Marcina tytułującego się senior konsultant, natychmiast, ze strachu, chcieliśmy poprosić  o jakiegoś junior consultant. Pan Marcin okazał się jednak być bardzo kontaktowym doradzą, komunikującym się z nami ze swego domu w górach. Zawsze, gdy jest ciężko ze złapaniem wspólnego języka, myślimy sobie o tych filmach, sportowych zawodach i ludziach jeżdżących po firmie na deskorolkach. 

Przypomniała mi się historia z czasów, gdy angażowałem się w nauczanie języka angielskiego z wykorzystaniem dramy czyli elementów aktorstwa. Nasz instruktor, wychowany na teatrze Amerykanin opowiadał, jak kiedyś próbował przekonać uczących się angielskiego super specjalistów w swojej dziedzinie do bardziej ciepłego i ludzkiego sposobu wyrażania swoich myśli, co miało pomóc im w kontaktach z klientami. Jednemu z nich wyrażanie emocji przychodziło nadzwyczaj trudno. Miał wypowiedzieć w sposób szczególny kwestię: I like my job. Wszyscy studenci poradzili sobie z tym znakomicie a gdy przyszła kolej na niego, stanął na środku jak kołek i po prostu poinformował wszystkich, że lubi swoją pracę. Niezadowolony instruktor popracował chwilę nad nim pokazując różne gesty, body langłidże i inne ekspresyjne sztuczki a on, gdy znowu stanął na środku, poinformował wszystkich: I like my job very much.

2009 © Larson - Akademia Językowa | Tel. 0515 252 133, 0605 636 611, skype: larson.akademia.jezykowa, gg: 10681857, e-mail: info@larson.edu.pl
Wszelkie znaki handlowe użyte na tej stronie należą do ich właścicieli i pełnią tu rolę informacyjną.